sobota, 8 stycznia 2022

Na straży

 

Zatem, co tam robię, gdzie jestem i dokąd się udaję? Pytania, które mogły by paść, ale nie padają. Nie ponoszę winy, nie jestem dławiony odpowiedzialnością ani kłuty skruchą za to, że nie ogarniam. Ten obraz, tak szeroki i nierzeczywisty, zdaje się być sztuką bez możliwości przyswojenia. Bez puenty, na którą zwykle się czeka. Trwa w zawieszeniu. Za każdym razem, gdy dotyka tego mój wzrok, a reszta zmysłów odbiera gamę sygnałów, tworzy się nowy świat. Rodzi się utożsamienie i coś, na kształt troski. Pochylam głowę, lecz nie spuszczam z nich wzroku. Już nigdy. Teraz wreszcie rozumiem. Jestem tu na służbie. Na straży tego, by ciągłość zaistnienia rzeczy na tej ziemi, odbywała się niezauważona, sennie i ukradkiem. Z błogosławieństwem końca czasu.    

sobota, 31 lipca 2021

Dnia pewnego

 

W końcu przyszedł tu. Odważył się. Most jak most, a jednak inny niż go zapamiętał. Gdy tak stał i patrzył zrozumiał, że nadejdzie chwila, gdy zostanie z tym wszystkim sam na sam. Już niedługo. Jego zmęczony kark, słabe ręce i palce którymi wodził teraz po zimnych kamieniach szukając wzrokiem znajomego, nie oczekiwały zbyt wiele. W zasadzie nic. Patrzył raz na rzekę, raz na dachy i góry, które z tej perspektywy zawsze wydawały mu się nieskończone. A przecież kiedyś tak dobrze znane. Opuścił wzrok, drgnął i poczuł nagły, przeszywający ból. Upadł. Gdy podbiegli ludzie, zachodzącym spojrzeniem objął jeszcze fragment nieco większego kadru i lekko poczynił znak krzyża.

Nie umarł. Wydawało się że trzeci zawał będzie już tym ostatnim. Że naderwane serce odpowie pretensją i nie zechce dłużej bić. A jednak. Kilka dni później leżąc w łóżku pojął wreszcie, że od pewnych zależności ochronił go cud. Po prostu. Nie pierwszy i nie ostatni, w tym mieście...      

środa, 30 czerwca 2021

W ciągu

Przybliżam się i oddalam. Mianem ścieżki dawno odkrytej, a dla mnie dziewiczej. Miarą czasu kwitnącego o tej porze nader szczególnie. Ciepłem, pieszczotą świerkowego pędu i zapachem nieskończonej arii trwania. Idę. Jej szczerość i bystrość nurtu, pozostanie dla mnie wzorem prostoty oraz dziękczynienia. Patrzę jak swobodnie popycha swe wody, by wesprzeć swoją większą siostrę. Izerę...

To kolejna, zapisana pod tym bliskim mi niebem wędrówka, do której nie będę umiał przypisać jakiegokolwiek wzoru. Do której braknie definicji, a pamięć odniesie się do niej na tyle, na ile pozwoli to znajome ukłucie w sercu- zdwojone echem torfowisk, łąk i grzbietów, na które już nigdy nie spojrzę zwyczajnie.