czwartek, 4 kwietnia 2019

Z Izerą


W niewielkim odchyleniu od jej brzegu. W miarce czasu pod prąd. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze obejmowałem tutaj zasób cech swoich, na drugie odkrycie świata. Szło mi niezgorzej. W jej nurcie, dopatrywałem się znamion chwili zaprzeszłej, ale biegnącej ku kropli, nie zaś grzbietowi fali. Zostawałem sam na sam z ciepłym drżeniem torfowisk i widokiem na Střední jizerský hřeben. Do głębokiego zmierzchu. Od tamtego momentu, mogłem robić już wszystko...
Ja wiem. Ja tam powrócę. Choćby przy sprawach przeróżnych, zeszło mi nie wiem ile. Choćbym brał się za bary z niewysłowionym i skuwał kilofem każdą, najmniejszą próbkę przesilenia. Będę tam, bez względu jaki kierunek wybiorą i w które niebo wybiją, wiotkie odnóżki izerskiej wiosny.  

4 komentarze:

  1. Pięknie to napisałeś.
    Ja też się już stęskniłam za Izerą. Lubię usiąść z nogami w wodzie i nie myslec o niczym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezmiernie rzadko bywam w Izerskich, czego żałuję, bo mają klimat. Jakoś tak mi do nich daleko, nie tylko w sensie kilometrów, bo kiedy przychodzi zdecydować o kierunku kolejnej wycieczki, to częściej wybieram bliższą memu sercu ziemię kłodzką. Postanowiłem jednak, że w tym roku chociaż raz tam zajrzę, bo jak czytam niektóre relacje z wycieczek po tym paśmie, to się napalam jak szpak na czereśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Izery mają klimat i potencjał. I magię, choć w istocie moim zdaniem, posiada go każdy zakątek sudeckiej ziemi.:) Trzymam kciuki za Twoje plany. Ty trzymaj za moje, a może wreszcie uda nam się w tym roku podziałać wspólnie? :)
      Zdrówka życzę.

      Usuń