sobota, 31 lipca 2021

Dnia pewnego

 

W końcu przyszedł tu. Odważył się. Most jak most, a jednak inny niż go zapamiętał. Gdy tak stał i patrzył zrozumiał, że nadejdzie chwila, gdy zostanie z tym wszystkim sam na sam. Już niedługo. Jego zmęczony kark, słabe ręce i palce którymi wodził teraz po zimnych kamieniach szukając wzrokiem znajomego, nie oczekiwały zbyt wiele. W zasadzie nic. Patrzył raz na rzekę, raz na dachy i góry, które z tej perspektywy zawsze wydawały mu się nieskończone. A przecież kiedyś tak dobrze znane. Opuścił wzrok, drgnął i poczuł nagły, przeszywający ból. Upadł. Gdy podbiegli ludzie, zachodzącym spojrzeniem objął jeszcze fragment nieco większego kadru i lekko poczynił znak krzyża.

Nie umarł. Wydawało się że trzeci zawał będzie już tym ostatnim. Że naderwane serce odpowie pretensją i nie zechce dłużej bić. A jednak. Kilka dni później leżąc w łóżku pojął wreszcie, że od pewnych zależności ochronił go cud. Po prostu. Nie pierwszy i nie ostatni, w tym mieście...      

środa, 30 czerwca 2021

W ciągu

Przybliżam się i oddalam. Mianem ścieżki dawno odkrytej, a dla mnie dziewiczej. Miarą czasu kwitnącego o tej porze nader szczególnie. Ciepłem, pieszczotą świerkowego pędu i zapachem nieskończonej arii trwania. Idę. Jej szczerość i bystrość nurtu, pozostanie dla mnie wzorem prostoty oraz dziękczynienia. Patrzę jak swobodnie popycha swe wody, by wesprzeć swoją większą siostrę. Izerę...

To kolejna, zapisana pod tym bliskim mi niebem wędrówka, do której nie będę umiał przypisać jakiegokolwiek wzoru. Do której braknie definicji, a pamięć odniesie się do niej na tyle, na ile pozwoli to znajome ukłucie w sercu- zdwojone echem torfowisk, łąk i grzbietów, na które już nigdy nie spojrzę zwyczajnie. 

piątek, 5 marca 2021

Z kartki ostatniej

Znajdę czas. Obiecuję. Poszukam. W tamtym starym i zakurzonym albumie, zamknąłem cząstkę świata na raz. Tego naszego. Niedoskonałego. Ale radującego serce jak żaden inny. Wiesz...przed domem rośnie jeszcze ta leciwa zgarbiona grusza, a schodek wciąż skrzypi. Bywa że siedzę tam godzinami. Na ławeczce tkniętej wilgocią i żalem. Odcięty i niepogodzony. Jak zawsze, pod ostatnim numerem w Jaszkowej Górnej. Dalej, już tylko widok na cud i wschodnie zbocze Ptasznika. Niepojęty...

 

Źródło zdjęcia: https://polska-org.pl/