środa, 15 lutego 2017

W Jarkowicach


Dziwił się. Patrzył i łączył to z tym, co jeszcze pamiętał. Ale rachunek mu się nie zgadzał. Nie chciał stać się prosty i oczywisty. Obserwował wzgórza i wyobrażał sobie ich najstarszych mieszkańców. Tych nielicznych, pracujących w pobliskich kopalniach rud żelaza, a później, w manufakturach słynących z produkcji lnianego płótna. To było jednak zbyt dawno, dlatego prawda ta raziła go czymś mocno nierzeczywistym. Ale pamiętał też rzeczy późniejsze. Jak te, kiedy z Lubawki puszczono tu specjalnego omnibusa, który dowoził wczasowiczów. Bo było do czego. Krajobraz urzekał i kusił spokojem, a dla gości postawiono gospody, zakład kąpielowy, a nawet kawiarnię z kolumnadą. Pamiętał wycieczki, kiedy dziadek zabierał go w górę potoku Srebrnik, pamiętał biwaki na trawie przy wapienniku i łąki, na których barwił się ostrożeń. Pamiętał też twarz tej dziewczyny z Miszkowic, którą nieraz widywał w kościele na mszy.
To nie wystarczało. Chciał uzupełnić ten obraz o jeszcze jakiś skrawek, o choć szczyptę doznania, które podpiął by z powodzeniem pod tą starą i wysłużoną konstrukcję. Ale niestety. Znikąd pomocy i podpowiedzi, oraz możliwości zakończenia. Pojął to dopiero tutaj, na drugim końcu Polski. W miejscu, które być może dalej było by jego domem, gdyby nie mały kaprys losu.

W Jarkowicach, bardzo dawno temu, nauczył się wszystkiego. Ale zrozumiał wszystko, dopiero teraz.         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz