
Na tę okoliczność. Na poświadczenie. Na fakt, że w drodze powrotnej doczekałem się wyjaśnienia. Właściwie odkrytego zbyt późno. W ciasnym wagonie mknącym ku trzewiom z plastiku, szkła i betonu. Gdy gdzieś za oknem majaczyły jeszcze ostatnie wierzchołki, osuwały się w ciemność grzbiety, traciły blask przełęcze i rozdroża. Dopiero wtedy. Pojąłem nagle bezzasadność tych metod. Wskutek utraty ostatniej możliwości na przyswojenie sobie najskrytszego, pozostała mi już tylko marna asysta. Skromna rola świadka który widział tak wiele, lecz przerosła go możliwość zagrania w tym wymarzonej roli.
Źródło zdjęcia: https://polska-org.pl/